Jak to było u nas z tym całym „rozszerzaniem diety”?

Trochę czekałam na ten moment, a trochę się bałam. Jak to będzie? Czy mała będzie chciała jeść? Czy ja będę umiała podać jej to jedzenie? Czy uda nam się karmić metodą BLW? Te i tysiące innych pytań kłębiły mi się w głowie kiedy martwiąc się wertowałam kolejne książki o rozszerzaniu diety.



W końcu bariera sześciu miesięcy zbliżała się nieuchronnie. Dziecko dalej nie próbuje i nie potrafi siedzieć. To co w końcu z tym BLW? Może jednak słoiczki? Nie, przecież postanowiłam sobie, że będę sama gotować. Dobra, w takim razie ugotuję i zblenduję. Ciśnienie aby mój bobas lubił wybór jakoś przeszło.

I tak zleciały mi pierwsze dwa tygodnie. Gotowałam na parze jedną marchewkę, jednego ziemniaka czy brokuła i gniotłam widelcem albo blendowałam. Ile z tego zjadała moja córka? Prawie nic, ledwo lizała łyżeczkę. A matka nakupowała bio, eko, najlepszych w mieście warzywek i co? Po tych dwóch tygodniach przez jakiś czas postanowiłam podawać słoiczki. Nie denerwowałam się na ilość marnowanego jedzenia a ze słoiczków znikało coraz więcej. Najbardziej interesująca w pewnym momencie stała się jednak łyżeczka. Do tego stopnia, że jedzenie zamiast do buzi było rozchlapywane wszędzie indziej. Szok, ile siły mają te małe rączki. Pojawiła się też siła do samodzielnego siedzenia. Przeniosłyśmy się wtedy z leżaczka do krzesełka do karmienia - nieśmiertenego plastiku z Ikei (najlepszy wybór, serio).

Ugotowałam pierwszy obiad w kawałkach. Makaron rurki, trochę sosu pomidorowego, różyczka brokuła i marchewka. Ku mojemu zdziwieniu, bobas sam wiedział co ma robić. I nawet nie narobił takiego bajzlu jakbym się spodziewała. Mam co prawda w posiadaniu ekologiczny odkurzacz piorący w postaci nieposkromionego na jedznie psa, jednak i tak obawialam się bałaganu. Obyło się jednak bez ofiar w postaci rozpaćkanych warzyw czy wgniecionego w dywan makaronu. Od tego dnia zaczęłam przygotowywać posiłki samodzielnie i każdego dnia obserwuję jak coraz więcej ląduje w brzuszku mojego dziecka a nie w jego oku, uchu czy wgniecione we włosy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Mama, mniam! , Blogger